Blog > Komentarze do wpisu

Tak ukochana - Melania Mazzucco

Wydawnictwo W.A.B. 2006

Melania Mazzucco urodzila sie w Rzymie w 1966 roku. Na polski przetłumaczone zostały dwie jej powieści - Tak ukochana i Vita.

Niektóre afrykańskie plemiona z puszczy równikowej wierzą, że po wyleczeniu się z choroby należy zmienić imię na nowe. Osoba chora umarła, a ta, która odrodziła się po chorobie, jest już kimś innym. Dzieje się tak dlatego, że z imieniem związana jest wcześniejsza tożsamość i wszystko, co niesie ze sobą: nieszczęścia, przeznaczenie, odmiany losu. (...) Toteż gdy po długim błądzeniu wróciła do Europy - uleczona lub może tylko uwolniona - odnalazła imię, które zawsze do niej należało: Annemarie.

Rewelacyjna powieść, zwala z nóg. Zupełnie nie spodziewałam się tak dojrzałego pisarstwa, takiego mistrzowskiego warsztatu. Do wielu fragmentów, przemyśleń autorki, chciałabym wrócić ponownie. Książka jest pięknym hymnem na cześć szwajcarskiej pisarki, poetki, podróżniczki, dziennikarki, fotoreporterki, żyjącej w latach 1908-1942. Melania Mazzucco wskrzesiła, czy też może pogłębiła, legendę Annemarie Schwarzenbach, która - w około 60 lat po swojej nagłej śmierci - zaczęła być przedmiotem zainteresowania ze strony znawców kultury, literatury, dziennikarzy, feministek.

Fascynuje mnie epoka międzywojnia, dekadencki klimat świata, który zmierza w otchłań zagłady... I ludzie z tamtych czasów, postaci tak barwne, niecodzienne, wyzwolone. Podobała mi się słynna powieść skandynawskiej pisarki Agnety Pleijel pt. Lord Nevermore, o Stanisławie Witkiewiczu i Bronisławie Malinowskim. Ducha tej epoki odnalazłam także w Tak ukochanej, jednak książka Mazzucco jest zdecydowanie lepsza.

Na ile sposobów można opowiedzieć o jednej kobiecie? Włoska pisarka, niewątpliwe zafascynowana postacią Annemarie Schwarzenbach, zbliża się do niej na tysiące sposobów. Opierając się na wielu dokumentach źródłowych, pieczołowicie zbiera fakty z jej krótkiego życia. W żadnym jednak wypadku nie obawiajcie się zwykłej relacji, czy nudnej, uporządkowanej biografii. Pisarka wspaniale łączy zebranie fakty z poetycką, liryczną wizją życia tej niezwykłej dziewczyny. Powstaje subtelny psychologiczny portret, pełen niuansów, odcieni, spojrzeń z przeróżnych perspektyw. Portret balansujący pomiędzy ciepłem i czułością a brutalnie bolesną dociekliwością.

Annemarie była dziewczynką ukochaną przez matkę i kobietą przez matkę zniszczoną. W dzieciństwie i młodości wszyscy ją lubili, była beniaminkiem szczęścia. Potem stała się androgonicznym elfem, białym efebem, mającym trudności z tożsamością seksualną. Aniołem Botticellego i agresywną Joanną d'Arc. Feministką, chłopczycą ubierającą się najczęściej w spodnie, braną często za chłopaka. Zagubioną, samotną istotą dążąca do samounicestwienia, uciekającą w świat narkotyków, tanich rozrywek, a jednak kurczowo trzymającą się życia. Postawiono jej diagnozę schizofrenii, była niepokorną pacjentką największych sław psychiatrii tamtych czasów. Pochodziła z obrzydliwie bogatej szwajcarskiej rodziny o korzeniach arystokratyczno-mieszczańskich, a próbując się od niej uwolnić pędziła jak szalona w autodestrukcję, w świat pozbawiony wszelkich wartości. Była niezwykle utalentowana, pisała (powieść, reportaże, dziennik), fotografowała. Za życia nie spotkała się jednak z uznaniem. Chciała angażować się politycznie w ruch antyfaszystowski, ale robiła to jakby nie wprost, została nawet posądzona o szpiegostwo. Wzbudzała fascynację, uwielbienie, miłość*, a z drugiej strony - niechęć, znudzenie, niecierpliwość, a nawet pogardę.

Świat był wtedy jakby mniejszy, a Annemarie pojawiła się w życiu wielu znanych ludzi epoki, przyjaźniła się z Eriką i Klausem Mannami, dziećmi Tomasza Manna. Śledzimy jej bolesną fascynację i nieodwzajemnioną miłość do Eriki, dziwną przyjaźń z Klausem. Ona z kolei wzbudzała miłość tam, gdzie wcale nie chciała. Nie udały się związki z francuskim konsulem Claudem, który został jej mężem i kochał ją nade wszystko, czy z wschodzącą gwiazdą amerykańskiej literatury Carson McCullers. Ameryki nie pokochała, dusiła się w Nowym Jorku. Również Ameryka potraktowała ją z wyjątkowym okrucieństwem - została zamknięta w szpitalu Belllevue dla nieuleczalnie chorych psychicznie, z którego jakimś cudem wydostał ją brat. Z innej, słynnej kliniki psychiatrycznej, do której trafiła po ataku szaleństwa, ocalała dzięki brawurowej wycieczce. Annemarie długo nie mogła otrząsnąć się z tego przeżycia. Dla mnie również szokiem było skonfrontowanie demokratycznych amerykańskich idei wolnościowych z rzeczywistością pozwalającą na niszczenie jednostki przez system psychiatryczny.

Nie mogąc znaleźć swojego miejsca w świecie, Annemarie dużo podróżowała, tak jak wielu ludzi jej epoki.

Była to złota epoka podróży. W okresie międzywojennym tłum ekscentrycznych, ciekawskich i zamożnych podróżników zalał światowe szlaki. Była to pokojowa armia w stałym ruchu, przemieszczająca się  z domu do domu, z kraju do kraju w poszukiwaniu coraz to nowych miejsc i wrażeń. Było to pokolenie karmione w dzieciństwie awanturniczymi opowieściami, ale potem gorzko doświadczone wojną; pokolenie, które wyniosło do rangi świętej ikony postać włóczęgi i obieżyświata, podróżnika bez bagażu i bez celu, unieśmiertelnionego przez Charliego Chaplina w jego słynnym filmie Tramp. Podróżowali pisarze, intelektualiści, poeci, poszukujący źródła natchnienia i dziewiczych rajów; stare panny, wdowy, panienki pragnące wolności; reporterzy marzący o sławie, antropologowie, filozofowie, psycholodzy, rewolucjoniści, fotografowie, etnolodzy, ludzie teatru i marzyciele, którzy chcieli znaleźć alternatywę dla życia w Europie, zatrutej faszyzmami, totalitaryzmem i kapitalizmem. Str. 170

Najpierw wyruszyła w podróż na Bliski Wschód, która ciągnęła się miesiącami - po to, by nie grać żadnych ról, by nareszcie być sobą. Jej oczami poznajemy Persję i Teheran, Bejrut, Bagdad, Damaszek - niemalże cały Bliski Wschód - gdzie przez jakiś czas pracowała jako archeolog. Później Moskwę goszczącą pisarzy - zwolenników rewolucji; bohemę Nowego Jorku, a także serce Afryki - Kongo Belgijskie. Annemarie samotnie przemierzyła afrykańską dżunglę, była to ostatnia podróż,  podróż jej życia. Mazzucco wspaniale oddaje dekadencki, ulotny klimat kolonii. To wizja odarta ze złudzeń, prawdziwa do bólu. Tropiki są tylko dla straceńców, szaleńców, outsiderów, oszustów. Pobyt w Afryce odmienia życie Annemarie. Ta część książki jest cudowna, magiczna, ale i niesamowicie smutna, melancholijna, nihilistyczna. Popadamy w trans, tak jak podróżująca przez bezkres Afryki, bohaterka książki.

Książka jest portretem epoki, świata, który przeminął.  W Berlinie zaczyna rodzić się faszyzm, zaskakując żyjących w ułudzie miałkiej zabawy grono znajomych Annemarie (Erika jest np. aktorką kabaretową). Szwajcaria pozostaje neutralna, ale Annemarie nie chce skorzystać z tego rodzaju bezpieczeństwa. Jej przyjaciele, Żydzi, uciekają na zachód Europy, a potem do Ameryki, próbując przeciwstawić się nazistowskiej fali, zakładają kolejne rewolucyjne pisma.

Powieść jest też studium bolesnego, napiętnowanego nienawiścią i miłością jednocześnie, związku matki i córki. Tak przejmującej analizy, dociekającej prawdy, stawiającej śmiałe, ale jakże wiarygodne hipotezy, dawno nie czytałam.

Nic tu nie jest przypadkowe, kompozycja jest doskonale przemyślana. Pisarka tropi nieuchwytne ślady pozostałe po Annemarie, stawia wiele pytań. Rewelacyjne jest zakończenie powieści. Pisarka odtwarza całą historię rodziny ze zdjęć robionych przez matkę Annemarie, znalezionych w archiwach Schwarzenbachów  Dokonuje też śmiałego podsumowania, stawia pytania o sens życia swojej bohaterki.

Tak ukochana to wielowarstwowa, piękna książka. Jestem naprawdę pod wrażeniem - to proza bogata, głęboka, a przede wszystkim - mądra, dojrzała.

Na pewno będę chciała kontynuować znajomość z pisarstwem Mazzucco. Czy ktoś z was zna powieść Vita?

  * Wszystko było w niej niezwykłe, wyjątkowe i szlachetne. Przedmiot, który do niej należał, ubranie, które nosiła - wszystko, co miało z nią styczność, stawało się specjalne, cenne i godne pożądania w oczach innych ludzi. Spotkanie z nią było zawsze elektryzujące, każda rozmowa - fascynująca. Str. 40

Moja ocena: 5,5/6
 

środa, 01 lipca 2009, awita22

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/07/04 22:45:21
Świetna recenzja. Ja co prawda jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar.
Znam książkę "Vita" - cudowna.
-
2009/07/04 23:06:28
Szczerze polecam. I cieszy mnie, że Vitę mam przed sobą jeszcze i że to też grubaśne tomisko. Od czasu Majgull Axellson i Zerui Shalev nie zachwyciła mnie az tak zadna pisarka.
-
2009/10/16 14:26:01
Mazzucco, obok Agus i Maraini, sa autorkami wloskimi po ktore b.chetnie siegam.
ciesze sie, ze Cie zachwycila powiesc Mazzucco. ja przeczytalam Vite i Un giorno perfetto i bardzo mi sie podoba jej styl. we Wloszesz wyszedl tez film na podstawie Un giorno perfetto, ale rezyser nie dal rady poprowadzic wszystkich watkow, ktore zawiera ksiazka. Mazzucco cale szczescie ma w dorobku juz kilka powiesci z czego sie bardzo ciesze.

Aktualnie czytam