Blog > Komentarze do wpisu

Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna - Martin Pollack

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008

Czytane przeze mnie ostatnio książki jakoś łączą się w pary. Pierwsza para tego roku to dwie mini-powieści Alessandro Baricco: Novecento i Bez krwi. Urzekło mnie zwłaszcza Novecento, poetycka opowieść o urodzonym na statku podrzutku, genialnym samouku - pianiście, którego noga nigdy nie stanęła na stałym lądzie... Nadal mam ochotę na więcej Baricco, a zwłaszcza na osławiony Ocean morze.

Druga para to tym razem powieści chińskie. Przeczytałam jednym tchem Braci Da Chena, których nie będę omawiać, bo sporo osób już to zrobiło na swoich blogach. Zgadzam się, że jest to książka, którą nie tyle czyta się, co pochłania -  opowiedziana w zawrotnym tempie historia Chin w pigułce. Za to w kolejnej - Słownik Maqiao - można się rozsmakować, delektować, czasem też z wypiekami na twarzy, ale zupełnie inaczej, bardziej refleksyjnie.

Kolejna para to kryminały historyczne: Marcowe fiołki Philipa Kerra, którego znam już z innej świetnej powieści  kryminalnej pt. Ciemna materia (o XVII wiecznym Londynie i Isaaku Newtonie w innej roli) oraz Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna Martina Pollacka. Marcowe fiołki, o których wcześniej słyszałam, że to stylowy, rasowy kryminał, mocno mnie rozczarowały. Owszem jest klimat przedwojennego Berlina, atmosfera narastającego strachu i rosnącej w siłę nowej władzy, owszem jest samotny, bogartowski  bohater - prywatny detektyw, ale .... zmęczył mnie nadmiar postaci i wątków, pogubiłam się w akcji, więc stwierdziłam, że może to tylko dla wytrawnych i bardziej uważnych wielbicieli gatunku ...

Ojcobójca natomiast to bardzo dobra książka, oparta na faktach, książka, którą można uznać za kryminał lub dramat sądowy. Martin Pollack, niemiecki tłumacz, eseista, publicysta, przyjaciel Kapuścińskiego  i tłumacz jego dzieł, zebrał i zanalizował fakty z młodości jednego z największych XX wiecznych fotografów Filipa Halsmanna, zafascynowany tajemnicą tkwiącą w jego przeszłości. Jak pisze autor w posłowiu, w swoich fotografiach Filip Halsmann stworzył wspaniałe ikony odnoszącego sukcesy, optymistycznego, witalnego społeczeństwa amerykańskiego po drugiej wojnie światowej. Słynne są np. jego fotografie z serii jumpology - uchwycił w obiektywie skaczących (jak ich do tego namówił?): Marylin Monroe, Brigitte Bardot, Audrey Hepburn, Grace Kelly, Marca Chagalla czy Richarda Nixona. Nie wiemy, czy i jak tragiczne zdarzenia z przeszłości mogły mieć wpływ na sposób patrzenia, fotografowania świata, gdyż artysta nigdy do nich później nie wracał.

Ojciec Filipa Halsmanna, 48-letni żydowski dentysta z Rygi, zginął podczas górskiej wycieczki w Dolinie Ziller w Alpach. 22-letni wówczas Filip był jedynym świadkiem wypadku ojca. Był rok 1928, przedwojenny, ultrakatolicki, austriacki Tyrol. Trwała moda na górskie wycieczki w alpejskiej przyrodzie, zaczyna się kult zdrowego (aryjskiego) ciała, powoli narasta fala nacjonalizmu i niechęci wobec obcych, wobec Żydów. Powstają nawet towarzystwa alpinistyczne osobne dla aryjczyków, osobne dla Żydów; pojawiają się hasła w stylu: tylko aryjscy alpiniści mogą odczuwać prawdziwą miłość do gór. Ojciec Filipa jest dosłownie opętany przez góry, uwielbia filmy o górach i nie zważając na swoją nie najlepszą fizyczną kondycję planuje i realizuje kolejne górskie wyprawy, zalicza kolejne szczyty, nie interesując się zdaniem syna w tej sprawie, który wydaje się uczestniczyć w zaplanowanych szczegółowo przez ojca wyprawach bez prawdziwej przyjemności. Z drobiazgową dokładnością Pollack opisuje ów feralny dzień, w którym zdarzył się wypadek - 11 września 1928 roku. Filip Halsmann widzi upadek ojca, zastaje go zakrwawionego, biegnie po pomoc i .... zostaje posądzony o morderstwo. Co się wtedy naprawdę stało? Tego do końca się nie dowiemy nigdy.

Dla mnie Ojcobójca jest powieścią o dochodzeniu do prawdy, kojarzy mi się ze starym filmem Antonioniego pt. Powiększenie, a także z doskonałą książką Juliana Barnesa "Arthur i George". Nieważne jak dużo szczegółów autor przedstawia, ile dokumentów, ile relacji świadków (w większości fałszywych), ile plotek i pogłosek, anonimowych donosów, ile strategii obrońców, ile artykułów, komentarzy i dyskusji prasowych, listów i politycznych apeli; jak daleko idące są analizy ekspertów, opinie psychiatryczne, teorie psychologiczne największych autorytetów epoki na temat tego zdarzenia - wcale dzięki temu nie zbliżamy się do prawdy. Zarówno sama ta dziwna historia, jak i sam młody Filip Halsmann pozostają zagadkowe, tajemnicze, niezrozumiałe.

Bardzo ciekawy jest kontekst polityczny (budząca się fala nazizmu, konflikty na tle narodowościowym), tło społeczne (kwitnący nacjonalizm Austriaków, działanie austriackich sądów) i oddźwięk medialny wokół sprawy Halsmanna (relacje z procesów, komentarze prasowe, listy do polityków).  Dzisiaj powiedzielibyśmy, że było to międzynarodowe wydarzenie medialne. Wtedy jeszcze - w końcu lat 20-tych i początku 30-tych -  działało prawo, można było się wypowiadać, bronić, spierać; wszystko jeszcze w granicach prawa .... W sprawie procesu Filipa Halsmanna wypowiadały się takie znakomitości jak: Einstein, Fromm, Freud, Thomas Mann. Broniła go głównie żydowska inteligencja, sławni, uznani adwokaci. Niesamowite jest to, jak szerokie kręgi zatoczyła ta dyskusja - trwała prawdziwa wojna ekspertów. Zabierali w niej głos specjaliści niemalże z każdej dziedziny nauki - prawa, psychiatrii, okulistyki, grafologii, rodzącej się i zdobywającej renomę freudowskiej psychoanalizy, filozofii. Filipa podejrzewano o to, że uległ halucynacji, że utracił zdolność pamiętania na skutek szoku, że miał zaburzenia percepcji, złudzenia (wada wzroku, przemęczenie podczas wyprawy). Psychiatrzy austriaccy uznali, że motywem zbrodni mógłby być kompleks Edypa. Ciekawa jest opinia Ericha Fromma, który twierdził, że między ojcem i synem rzeczywiście istniały nieświadome napięcia. Widok leżącego, zakrwawionego ojca  był dla Filipa ciężkim szokiem, gdyż nagle staje mu plastycznie przed oczyma wszystko to, co stanowiło treść jego najtajniejszych, najgwałtowniejszych, potępianych przez sumienie i całkowicie wypieranych ze świadomości, życzeń i emocji. Ma z tego powodu poczucie winy i nie pozostaje tylko jedno wyjście: wyprzeć całą tę sytuację i trwać przy fantazji, która przynosi ulgę. Jest to próba wyjaśnienia, dlaczego Filip nie współpracuje z obrońcami podczas procesów sądowych i zdecydowanie upiera się przy wersji, że był to wypadek, a nie morderstwo np. na tle rabunkowym. Również Freud stwierdził podobnie, że właśnie z powodu swej wszechobecności kompleks Edypa nie pozwala wnioskować o sprawstwie.

Zażarte dyskusje prowadzono także w prasie, która albo zdecydowanie potępiała i uznawała Filipa winnym, albo nazywała oskarżenie i skazanie młodego Halsmanna tragiczną pomyłką sądową, morderstwem sądowym. Ogłoszono kryzys zaufania do sądów przysięgłych, który to system obowiązywał wówczas w Austrii, gdzie sądzono Filipa. Młody, buńczuczny, arogancki, inteligentny, oczytany, piszący wiersze, studiujący w Niemczech rosyjski Żyd nie zjednał sobie sympatii przysięgłych, gdyż był z gruntu obcy (kulturowo, narodowościowo) tym, którzy go sądzili. Jak pisano w prasie była to katastrofa nadinteligentnego oskarżonego w sali sądu. Bardzo interesujące są relacje z procesów sądowych, oddające atmosferę tamtych dni; ciekawe jest prowadzenie procesu, jego skala, szerokie grono rozlicznych ekspertów i nawiedzonych pseudoświadków. Wiele z tropów prowadziło do morderstwa na tle rabunkowym lub rasistowskim, ale nie zdołano zebrać ostatecznych dowodów.

Pasjonujący sądowy dramat - tym przede wszystkim jest książka Martina Polllacka. Idziemy tropem procesu poszlakowego - mamy wszystkie dostępne dane, ale nie zbliżamy się do poznania tajemnicy. Widać, że na podstawie tych samych dowodów można człowieka skazać i uniewinnić, widać jak wiele zależy od subiektywnych czynników, interpretacji faktów, nastawienia sędziów itp. Pollack pisze w dość chłodnym, nie emocjonalnym, nie oceniającym stylu. Mimo to w powieści czuć pasję osoby, która odkrywa, zbiera wszelkie możliwe dokumenty, wyszukuje, przekopuje się przez archiwa w nadziei na odkrycie prawdy. Filip Halsmann zostaje w końcu uwolniony, ale nie uniewinniony. Przenosi się wraz z rodziną do Francji, potem - w ostatniej chwili, tuż przed wojną - ucieka do Ameryki. Zostaje ikoną współczesnej fotografii, ale tajemnica jego życia nigdy już nie zostanie odkryta.

Moja ocena: 5/6

środa, 03 marca 2010, awita22

Polecane wpisy

  • Lektura porzucona - Waltenberg, Hedi Kaddour

    Wydawnictwo Literackie Kraków 2009 O Boże, co za męczarnia! Po raz pierwszy od nie wiem już jak długiego czasu porzuciłam książkę - po mniej więcej 240 stronach

  • Słownik Maqiao - Han Shaogong

    Wydawnictwo Świat Książki 2009, seria Lemur Han Shaogong jest wybitnym chińskim powieściopisarzem, eseistą i tłumaczem. Słownik Maqiao jest pierwszą powieścią t

  • Droga do domu - Rose Tremain

    I ostatnia pozycja z wakacyjnego zestawu moich lektur - "Droga do domu" Rose Tremain. Gdybym wcześniej znała temat powieści, to pewnie zawahałabym się, czy to k

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/08/31 21:41:40
Czytałam dawno temu, jeszcze przed blogowym czasem:) Kawał dobrej literatury!
Aktualnie czytam