Blog > Komentarze do wpisu

Słownik Maqiao - Han Shaogong

Wydawnictwo Świat Książki 2009, seria Lemur

Han Shaogong jest wybitnym chińskim powieściopisarzem, eseistą i tłumaczem. Słownik Maqiao jest pierwszą powieścią tego pisarza, przetłumaczoną na polski.

Ta nietypowa powieść, napisana w formie haseł słownika, powstała na kanwie osobistych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń autora, który w latach rewolucji kulturalnej (1966 - 1976) zesłany został na resocjalizację do małej wioski Maqiao położonej na południu Chin. Po skończeniu gimnazjum 16-letni Han spędził tam sześć ważnych lat swego życia. Pochodził z rodziny inteligenckiej, czyli był "wykształciuchem", więc, zdaniem komunistów, należało mu się doświadczenie biedy i wspólnej ciężkiej pracy wśród prostego ludu.

Dlaczego autor wybrał właśnie taki sposób pisania, pozbawiony płynnej narracji? Wyjaśnia to w następujący sposób: "Od ponad dziesięciu lat pisałem powieści, ale coraz mniej lubiłem je czytać i coraz mniej lubiłem je pisać - oczywiście mam na myśli tradycyjną powieść o wyraźnie fabularnym charakterze. W takich utworach główna postać, główny watek, główny nastrój przesłaniają cały świat, biorąc w wyłączne władanie pole widzenia pisarza i czytelnika, nie dopuszczając żadnych spojrzeń na boki (....)." Pisarz sprzeciwia się tej "tyranii głównych postaci, wątków i nastrojów" i dlatego w "Słowniku" chce "wyskoczyć z głównej fabuły, rozejrzeć się na boki, popatrzeć na rzeczy kompletnie pozbawione znaczenia".

Rozdziały - hasła tworzą mozaikę składającą się na obraz przedziwnego, osobliwego świata, odrębnej mikro-kultury. Intrygująco brzmią już same rozdziały książki np. "Bracia od różnych garnków", "Dawać przyśpiewki", "Docisnąć imię", "Męski grunt i kobieca gleba", "Pchać wózek", "Postawić garnek", "Rozpaść się", "Tatko czerwony kwiatek" - są to specyficzne dla wiejskiej chińskiej kultury słowa/wyrażenia, których sensu nigdy nie moglibyśmy pojąć, gdyby autor nie dokonał ich analizy, a i to nie zawsze wystarcza, gdyż język chiński ma wiele specyficznych właściwości (np. jedno słowo ma kilka odrębnych tonów, a tym samym znaczeń), dla Europejczyków zupełnie kosmicznych. Jest to naprawdę "chińszczyzna" w potocznym rozumieniu tego słowa: np. w języku chińskim nie ma formalnego rozróżnienia czasu przyszłego, teraźniejszego, przeszłego, a niektórzy mieszkańcy M. byli dobrzy w "ciemnej mowie", czyli mowie wieloznacznej, wywodzącej się z taoizmu, gdzie "coś znaczy jedno, ale znaczy też drugie". Bez dogłębnej znajomości chińskiej kultury i języka wiele rozdziałów książki jest po prostu niezrozumiałych..

Przez książkę przewija się galeria barwnych postaci, magicznych, na wpół realnych, osobliwych, dziwacznych, z których każda ma swoją opowieść, na przykład: stary przewoźnik przeprawiający ludzi przez rzekę; szalona "kobieta od snów", która przynosiła szczęście hazardzistom; człowiek, który żył z połową głowy (druga połowę obcięto mu mieczem); jadowita babka - wiejska trucicielka; nieszczęśliwy, samotny siłacz, niemowa Yanzao, który wykonywał najcięższe prace i jako jedyny we wsi mógł stosować pestycydy - miał  magiczną, nieludzką odporność na nie. Tenże Yanzao "przeżył ukąszenie węża, bo był bardziej trujący niż wąż". Stał się męczennikiem, ciągle wyszydzanym i prześladowanym w tej małej społeczności.

Pisarz sięga do źródeł pochodzenia języka, do mitów, wierzeń, zwyczajów składających się na kulturę tego rejonu. Sięga do dawnych przekazów i wiedzy, umiejscawiając tym samym rewolucję kulturalną wśród odwiecznej, budowanej przez wieki historii. Władza przewodniczącego Mao to jeden krótki epizod, czasem śmieszny, czasem przerażający, groteskowy, który nie był w stanie zachwiać tradycyjną strukturą społeczną.

Czytając tę bogatą książkę, która mogłaby być zarazem podręcznikiem czy słownikiem antropologii kulturowej, poszłam swoimi własnymi tropami, nie wszystko czytałam z jednakowym zainteresowaniem, a pewne fragmenty - zwłaszcza te czysto lingwistyczne - pomijałam. Moje czytelnicze ścieżki/tropy to:
1. Osobista sytuacja autora, jego emocje, uczucia, czysto prywatne refleksje. Wytropienie tych fragmentów nie było łatwe, gdyż pisarz skrył swoje emocje  pod rolą obserwatora i niewiele samego siebie w książce ujawnił, pisze np. o przyjaźni z jedynym bliskim mu duchowo chłopcem o imieniu Fuchąa i o wspólnej pracy na nocnej zmianie przy nawadnianiu pola w okresie suszy, czy o subtelnym zauroczeniu jedną z nielicznych "kobiecych" kobiet, z którymi zetknął się w czasie tego zesłania. Już po powrocie do normalnego życia nękały go wyrzuty sumienia związane z tym, że tak szybko zapomniał o tamtych latach i chciał je odkupić datkiem 20 juanów dla gościa z Maqiao odwiedzającego go w mieście, co "było zapłatą za jakąś moją tęsknotę, odkupienie wyrzutów sumienia, zakupienie spokoju ducha, wykupienie sobie poczucia własnej szlachetności. Pomyślałem sobie, że za te dwadzieścia juanów będę mógł już za chwilkę zacząć sobie coś nucić i zająć się aparatem fotograficznym."
2. Sytuacja kobiet, świat kobiecych emocji, znaczeń. Niewiele postaci kobiecych przewija się przez tę grubą książkę, przeważnie są one dziwaczne: jadowita czarownica, staruszka; niespełna rozumu "kobieta od snów"; udająca chłopaka przodownica pracy, niedostępna siostra Wan. Uważano, że piękne kobiety powodują niezgodę, np. w czasie wielkiej wody albo silnego wiatru nie wolno było zabierać na łódź ładnych kobiet. To, co piękne budziło niezgodę, zawiść. Na przykład Tiexiang, która została żoną Benyi - jej zapach był przyjemny, ale szkodliwy dla roślin (więdły chryzantemy), dla zwierząt (powodowały choroby różne, wściekały się), dla ludzi także (zwłaszcza dla własnego męża, przerażonego jej "cudnością", któremu sprawiała dużo kłopotów). Tiexiang rozpraszała wszystkich mężczyzn swoim wdziękiem, zachowaniem, urokiem jaki rzucała. Została też bohaterką jednego z największych skandali w wiosce, romansowała z dziwakiem Trzyuchym, a potem uciekła z nim od męża. Korzeniom, prawdopodobnym przyczynom jej zachowania oraz społecznemu oddźwiękowi tego skandalu autor poświęcił sporo stron wnikliwej analizy. Autor uważa, że Texiang świadomie wybrała stojącego najniżej w hierarchii społecznej Trzyuchego - "jego marność i wulgarność zauroczyły ją, możność odbudowania doskonałości mężczyzny wzburzyła i poruszyła jej serce." "Polubiła uderzenia ratanowego bata i kija, pokochała mężczyznę, który na jaj ciele zostawiał rozdzierające rany brutalnej uwagi i oszalałego pragnienia". Jeden z rozdziałów książki ("Mały starszy brat") to wnikliwa, arcyciekawa analiza roli kobiety, kobiecości w kulturze wiejskiej.

3. Specyficzny wiejski światopogląd, w tym wyobrażenia wieśniaków o mieście, o świecie. Dla mieszkańców M. miasto i świat są dziwne i chore. "Choroba ulicy" przypomina chorobę morską, ale dotyka wieśniaków się na ulicach miasta. Jej objawy to "bladość, mroczki przed oczami, utrata apetytu, bezsenność i rozkojarzenie, utrata sił, brak oddechu,  duszności, gorączka, zaburzenia tętna, wymioty i biegunka". Mieszkańcy Maqiao nie nocują więc w mieście, kiedy nie muszą. To zjawisko autor uznał za element sugestii psychologicznej, podobnej do hipnozy. Pisarz w ogóle odwołuje się często do europejskich teorii psychologicznych, a zwłaszcza do psychoanalizy, jak sądzę chyba zbyt dosłownie. Mieszkańcy M. aż tak nie lubili miasta, że jedyną linię autobusową trzeba było zlikwidować... Mieli oni zawsze poczucie własnego centralnego położenia, a w ich sercach głęboko zakorzeniła się arogancja i pewność siebie; inne miejsca, cały świat uważali za barbarzyński. Tubylcy z wielką gorliwością piętnowali to, co jest inne, dziwne, "cudne". "Tutejszym ludziom najbardziej zależało na tym, żeby potwierdzić swoją przeciętność i zwyczajność, to, że ludzkie życie może toczyć się tylko w zgodzie z przyjętą normą. Wszelkie zachowania z nią sprzeczne z natury rzeczy przestawały być zachowaniami ludzkimi, mogły pochodzić tylko od jakichś mrocznych, niezbadanych bytów, zależeć od woli nieba i jego tajemnych mechanizmów, na które człowiek nie ma żadnego wpływu." - pisze Shaogong.
4. Obserwacje socjologiczne, dotyczące organizacji i hierarchii społecznej, np. o "językowej dyktaturze" i o prawie głosu autor tak pisze: "Ludzie z prawem głosu nie byli specjalnie oznakowani ani nie mieli specjalnej przynależności, ale ich obecność jako językowych przywódców wszyscy wyczuwali i wszyscy byli świadomi ciężaru ich władzy. Kiedy otworzyli usta, chrząknęli albo spojrzeli, wszyscy natychmiast milkli, nastawiali uszu i słuchali z szacunkiem. Nawet jeśli się z czymś nie zgadzali, nie mogli swobodnie przerwać ani się wtrącić. Ta cisza była najczęstszą oznaką prawa głosu, pokornym, milczącym i zgodnym poddaniem się językowej dyktaturze, I przeciwnie, ktoś, kto nie miał prawa głosu, był "nieważną postacią o nieważnych słowach", jego słowa nie miały żadnego znaczenia, nikogo nie obchodziło ani to, co mówił, ani czy w ogóle miał możliwość się odezwać.(...) Kiedy ta nieznośna sytuacja powtarzała się zbyt często, człowiekowi trudno było zachować wiarę we własne wypowiedzi, trudno mu było nawet zachować umiejętność mówienia.". A kto nie miał głosu? Kobiety, ludzie młodzi, rodziny ubogie. Zaś Benyi - sekretarz lokalnej organizacji partyjnej - miał największe prawo głosu, a wobec braku słuchaczy czasem z upodobaniem mówił sam do siebie. Zdaniem Shaogonga każda władza ma swój język, tym można tłumaczyć nieufność komunistów wobec innych języków: w czasie rewolucji kulturalnej w księgarniach brak było książek poza książkami Mao, a autor został zbesztany nawet za czytanie Marksa. Wśród mieszkańców M. krążyły także (obok prawdziwych, wygłaszanych, recytowanych na osobnych spotkaniach) fałszywe myśli Mao np. "Przewodniczący Mao powiedział, że trzeba oszczędzać ziarno, ale nie można codziennie jeść kleiku".
5. Obecność historii w życiu wioski. W Maqiao dokonywało się jakby przesunięcie czasowe - wszystko pojawiało się o fazę za późno, wieśniacy zawsze byli z tyłu z biegiem i rozumieniem historii np. chcieli rozprawić się z obszarnikami, zagrabić ich majątek, ale kiedy się do tego w końcu zabrali, po długim okresie tchórzostwa, to w okolicy nie było już żadnego ciemiężcy, a jedyny prawdziwy obszarnik, którego znali, przybrał postać ślepej bawolicy, całe dnie tyrającej w polu.
Wielkie wydarzenia historyczne, jak na przykład wojna chińsko-japońska, czy dojście Mao do władzy, omijały Maqiao szerokim łukiem, docierały z opóźnieniem. Oddzielone od reszty kraju łańcuchem gór Jiulian, z powodu wojennego chaosu, czy też okresów wielkiej suszy Maqiao miało coraz mniej kontaktów z zewnętrznym światem  Wiedza o świecie pochodziła od wracających do domu starych żołnierzy.

Książka Shaoshonga jest pełna absurdalnego humoru - to najlepszy jak się wydaje sposób opowiedzenia o tamtych czasach. Na przykład: w okresie rewolucji kulturalnej władze piętnowały wszystkie zachowania będące xia, czyli "niskie, wulgarne, lubieżne". Przewodniczący komuny "nie tylko zarekwirował wszelką ponadustawową prywatną ziemię, prywatny nawóz, prywatny drób itd., ale na wielkim zgromadzeniu zademonstrował też jakiś dziwny przedmiot, dwie długie lustrzane rurki i groził, że dzięki nim zobaczy "wszystkie wasze wszeteczne, niskie sprawki" (była to po prostu lornetka). Od tej pory mieszkańcy wioski bali się swobodnie wyrażać, odzywać, zachowywać, chodzili spać wcześnie i bali się dotykać własnej żony" :).

Zachęcam co bardziej dociekliwych czytelników, których nie przerazi objętość książki i antropologiczno-lingwistyczne zacięcie autora, do wybrania się w tę podróż w czasie i przestrzeni, do podążenia swoimi własnymi tropami i zanurzenia się w tę niezwykle ciekawą lekturę. Książka jest kopalnią wiedzy, przebogatym materiałem źródłowym o chińskiej wiejskiej kulturze, wnikliwą analizą jej specyfiki oraz arcyciekawą opowieścią tym, jak w małej chińskiej wiosce próbowano wdrożyć komunizm. Od strony literackiej jest również znakomita - podziwiam erudycję, błyskotliwość, ogromną sprawność w posługiwaniu się słowem - to klasa mistrzowska, zapewne również dzięki znakomitemu tłumaczeniu Małgorzaty Religi.

Moja ocena: 5/6

 

 

 

wtorek, 10 sierpnia 2010, awita22

Polecane wpisy

  • Historia Edgara - David Wroblewski

    Przed wyjazdem na urlop trafiłam na entuzjastyczną recenzję książki pt. "Historia Edgara" Davida Wroblewskiego. Zachęcona zabrałam ją na wakacje. Pisarz nawiązu

  • Nowe życie - Orhan Pamuk

    Po "Panu Mani" długo nie mogłam ochłonąć. Jednak nadal kusiła i kusi mnie egzotyka Azji i Bliskiego Wschodu, więc wtopiłam się tym razem w klimat prowincjonalne

  • Pan Mani - Awraham B. Jehoszua

    Idąc dalej tropem fascynującej kultury żydowskiej zabrałam się za lekturę "Pana Mani" Awrahama Jehoszui, która to książka okazała się znakomitą czytelniczą uczt

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
litera-tour
2011/01/28 23:33:03
Zauważyć chciałam - ot, nawyk mogący uchodzić za czepialstwo - że Han jest nazwiskiem, a Shaogong imieniem pisarza. Co do książki, chodzi za mną od momentu zapowiedzi na rynku, ale póki co, nadal się z nią nie zapoznałam. Hm, może w tym roku uda mi się czytać więcej na temat Chin i literatury z tegoż kraju...

Pozdrawiam serdecznie!
Aktualnie czytam